Monday 28 May 2012

Przedszkola w Polsce dla małych muzułmanów

Pisałam już o tym? Chyba nie! Pisałam natomiast, że moja córka chodzi do przedszkola. Ciężko jest znaleźć przedszkole dla muzułmanki. W okolicy mamy około 5 przedszkoli (mówię tutaj o przedszkolach prywatnych), w tym jeden punkt przedszkolny bez wyżywienia. Jedno z nich spodobało mi się najbardziej, bo wydawało się idealne dla dziecka mieszanego: angielski codziennie, poznawanie nowych kultur, itd. Jak się okazało dieta bez wieprzowiny to za dużo jak na ich barki. W punkcie przedszkolnym, gdzie jedzenie mogłam przygotowywać sama, nie było miejsc "od zaraz".  Trafiłam do przedszkola, które  na początku odrzuciłam ze względu na mała ilość angielskiego - tylko 3 godziny w tygodniu. Ale jakież było moje zdziwienie gdy zostałam przyjęta z otwartymi ramionami, miejsce było, a na dodatek moja córka miała być już drugą w grupie muzułmanką! Dieta bez wieprza nie okazała się więc dla nich niczym nowym. Co lepsze, mama Aminy - pół Egipcjanki, również pracuje w tym przedszkolu i dba o to, aby dwie muzułmanki jadły tylko rzeczy dozwolone! Czy to nie piękne? :D
Córka bardzo polubiła to przedszkole i zaprzyjaźniła się z Aminą. Chodzi tam już od dwóch miesięcy. Ja również sobie chwalę bo widzę, że moje dziecko się rozwija. Artystycznie zaczyna być mistrzem wyklejanek, malowanek, itd... :)

Sunday 27 May 2012

Podryw po arabsku

Idąc dalej tropem Asima z "Barw Szczęścia", przedstawiam Wam artykuł, który pojawił się dziś na onet.pl - "Podryw po arabsku: miej oko na Maroko". W tym artykule przedstawione są, powszechnie już znane, sposoby na podryw Marokańczyków, ale przecież tyczą się one Arabów generalnie. Praktyki te są stosowane bardzo nagminnie wśród Egipcjanów właśnie. 
Z artykułu wynika, że absolutnie żadnemu ufać nie możemy, bo każdy z założenia chce od naiwnych Polek wyciągnąć kasę - chyba, że urodził się i wychował w Europie ;)
Polecam przeczytać, zwłaszcza tym, które jeszcze tych arabskich praktyk podrywu nie znają.

http://przewodnik.onet.pl/reportaze/podryw-po-arabsku-miej-oko-na-maroko,2,5138011,artykul.html


Friday 25 May 2012

Galaretki halal

Wreszcie są! Na polskim rynku pojawiły się galaretki z żelatyną roślinną. Substancją żelującą jest karagen. Galaretki te wprowadziła firma Delecta. Nie dość, że wreszcie są bez wieprzowiny, to jeszcze szybko tężeją :) A już wkrótce sezon truskawek, malin, itd.... Smacznego!



Thursday 24 May 2012

Wykwintne indyjskie danie w 15 minut

Odkąd mąż jest w Dubaju, to nie ma kto mi gotować biryani. Zaczęłam jednak tęsknić za indyjską kuchnią. Musiałam wziąść sprawy w swoje (dwie lewe w kuchni) ręce. Sposobem Maryam, danie musi być proste, szybkie i obłędnie pyszne :D I tak oto dziś powstało Chicken Tikka Masala....ze słoika :)
W delikatesach Alma są różne indyjskie sosy z firmy Patak's:


Na cały słoik sosu, wkroiłam 2 piersi z kurczaka. Najpierw podsmażyłam po czym dusiłam z sosem przez około 15 minut. Na słoiku sugerują aby podawać z ryżem. Ja uważam, ze danie jest o niebo lepsze z chlebem - powinien być naan, jednak takowe u mnie brak. Na koniec posypałam świeżą kolendrą - również zakupioną w Almie (nie wiedziałam świeżej kolendry w żadnym innym supermarkecie! To jakiś skandal! :) Obecnie posadziłam w ogródku i czekam, aż będzie gotowa do jedzenia mniam!). Danie prezentuje się znakomicie i jeszcze lepiej smakuje :)


Po obiedzie wielki kubek karak i... Jestem w niebie! :) 

Monday 21 May 2012

Egipski romans w polskim serialu!

Dosyć często oglądam polski serial "Barwy szczęścia". Już wcześniej przewijał się tam wątek ślubu z muzułmaninem, jednak ostatnio został wprowadzony wątek romansu w iście egipskim stylu! Jedna z bohaterek, kobieta dojrzała, po rozwodzie, wybrała się z przyjaciółką na wakacje do Egiptu. Jak to w życiu, poznała tam egipskiego lovelasa, który ją omamił, była wysyłka pieniędzy na skuter, słodkie telefony po powrocie do Polski, motyle w brzuchu, itp. W odcinku czwartkowym Asim, bo tak ma imię bohater, stanął w drzwiach swojej "ukochanej". Co lepsze przyjechał do niej z Łodzi, gdzie spędzał 2 tygodnie w towarzystwie "tylko przyjaciółki" :D Można się nieźle uśmiać :D Polecam śledzenie wątku z egipskim Mr Lova Lova! :) "Barwy Szczęścia" już dziś o 20.10 w TVP 2....
A oto Pan "Ty być moje słoneczko":



Sunday 20 May 2012

Mój mąż jest Pushtunem

Tak sobie pomyślałam, że nigdy tak za bardzo nie rozpisywałam się o kulturze mojego męża, o tym jak to się ma do codziennego życia i czym ta kultura właściwie jest. Przy okazji niedzieli, w przypływie wolnego czasu, postanowiłam to nadrobić. 
Mój mąż jest Pushtunem. Zauważyłam, że większość osób którym o tym mówię, robi wielkie oczy nie wiedząc pod co ma tego Pushtuna przypiąć. Pushtunowie są jedną z najbardziej charakterystycznych narodowości Afganistanu. Pushtunowie zamieszkają NWFP, czyli Północno-Zachodnią Prowincję Graniczną, ze stolicą w Peszawarze. Chodzi oczywiście o granicę Pakistanu i Afganistanu. 

Mój mąż urodził się w Swabi a większą część życia mieszkał w Peszawarze. Tam też skończył studia. 
Pushtunowie mają swoją kulturę, swój styl życia, swoje przyzwyczajenia, które bardzo ciężko zmienić. Dla każdego Pushtuna najważniejszy jest kodeks, według którego każdy szanujący się Pushtun powinien postępować. Kodeks ten nazywa się Pasztunwali, a jego zasady to (za Wikipedią):



  • Jedność Pasztunów
  • Sprawiedliwość (badal) - zemsta wobec wrogów, przebaczenie dla tych, którzy przyznają się do winy
  • Niezależność (chpelwaki) - nikt nie ma prawa zmuszać Pasztuna do zmiany własnych przekonań
  • Gościnność (melmastia) (nawet dla wrogów)
  • Współpraca między przyjaciółmi (aszar)
  • Zakaz współpracy z nieprawą władzą
  • Dobre czyny i myśli
  • Zaufanie do przyjaciół, rodziny i Allaha
  • Honor (nang)
  • Współczucie dla słabszych (uga warkawel)
  • Szacunek dla wszelkich form życia
  • Równość (sijali)

Pasztuńskie rozumienie sprawiedliwości odbiega od europejskiego. Morderstwo musi być ukarane śmiercią, przy czym odpowiedzialność za wykonanie wyroku spoczywa na rodzinie zamordowanego. Jeżeli wykonanie wyroku na sprawcy nie jest możliwe, zastępczo wykonuje się wyrok na mężczyźnie spokrewnionym z zabójcą. Praktykę tę określa się mianem zemsty rodowej.
Gościnność Pasztunów bywa powodem, dla którego są oni oskarżani o wspieranie terroryzmu. W rzeczywistości zasady pasztunwali nie pozwalają na odtrącenie cudzoziemca proszącego o azyl, a atak na takiego cudzoziemca jest traktowany jako atak na klan udzielający mu azylu.

W Pakistanie jest to nacja, o której krąży wiele stereotypów a inni się Pushtunów boją. W tym temacie jest wiele anegdot, np. 

  • W Pendżabie straszy się Pushtunami dzieci, w stylu: "Jak będziesz niegrzeczny to przyjdzie Pushtun i cię zje"
  • W kawałach często podkreśla się, że jest to nacja, która jest najbardziej szalona, porywcza i ani przed, ani po zrobieniu głupoty nie zdaje sobie sprawy co zrobiła. 

Jest też mnóstwo dobrych cech, o których się mówi, np o tym, że Pushtunowie nie boją się niczego i są znani ze swojej morderczej pracy i ogrmnej siły fizycznej jak i psychicznej.

Największe kontrowersje budzi nieodłączna broń Pushtunów. Mówią oni, że broń to biżuteria mężczyzny dlatego też jest ona obecna nawet na ślubach, czy przyjęciach z okazji urodzenia dziecka, itd. W Peshawarze znajduje się specjalny market, gdzie można kupić wszelaką broń i amunicję. Nazywa się on "Dara Market". Ciekawostką jest to, że każdy typ broni jest własnoręcznie wyrabiany przez Pushtunów. 


Tradycyjny strój Pushtuna wygląda tak:



Charakterystyczne są ich nakrycia głowy:


oraz sandały - Peshawari Chappals:


Jeszcze dodajmy do tego broń i mamy:


Tradycyjny strój kobiecy jest niezwykle barwny i wygląda tak:


Bardziej znana jest afgańska burka:


Na koniec chciałabym napisać coś o afgańskiej muzyce. Tradycyjnym instrumentem afgańskim jest rabab. Wydaje piękny i charakterystyczny dźwięk. 



Mój mąż zawsze tęskni do swoich gór z taką muzyką w tle:

Tuesday 1 May 2012

"Musiałam odejść. Wspomnienia żony i syna Osamy bin Ladena"


Czy ktoś czytał? 
Dziś na onecie pojawił się fragment tej książki (o tutaj: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/swiat/tajemnice-tora-bora-czarna-forteca-osamy-bin-laden,1,5114358,kiosk-wiadomosc.html), który przeczytałam jednym tchem! Książka ta, to wspomnienia jednej z żon Osamy, Nadżwy. Opowiada ona o codziennym życiu z jednym z największych terrorystów świata. 

Tutaj mały fragment z www.onet.pl:

"(...) Po lądowaniu rozpoczęła się gorączkowa krzątanina. Wszyscy pasażerowie naszego samolotu zostali zaprowadzeni przed budynek lotniska, gdzie czekały na nas zaparkowane w rzędach mikrobusy i pick-upy marki Toyota. Pilnowałam jedynie, by wszystkie dzieci powsiadały do samochodów i bezpiecznie dotarły do miejsca zwanego starym pałacem. Tam przygotowano na nasze przyjęcie najlepsze pokoje. Pozostałe pomieszczenia zajęły żony i dzieci ludzi pracujących dla Osamy. Następnego ranka czekała mnie jednak cudowna niespodzianka. Przed pałacem zjawił się mój przystojny syn Omar.

– Omarze, gdzie jesteśmy?

– W Afganistanie, w mieście Dżalalabad, niedaleko granicy z Pakistanem.
A zatem to prawda, Osama sprowadził nas do Afganistanu. Nie pozostało mi nic innego, jak podziękować Bogu za to, że dotarliśmy tu bezpiecznie i że znów cała rodzina będzie razem.

– Pojedziecie ze mną w Tora Bora. Ojciec tam na was czeka..."

Książkę zamówiłam. Czekam na przesyłkę. Jak skończę czytać to napiszę. 


Trutu tutu pęczek drutu

Miałam nie tęsknić tak? Miałam olać i zapomnieć, tak? No to klops! Prawdziwe klopsisko! Nie da się tak łatwo zapomnieć życia w Emiratach, które chłonęłam przez ostatnie lata. Misja "odganianie myśli" trwa u mnie już dobre dwa tygodnie. Tak sobie dumam i przypominam ten "mój Dubaj". Wertuję posty na blogu, odtwarzam w myślach obrazy, smaki i zapachy. Staram sie przemówić sama sobie do rozsądku, że przecież życie w tym kraju to więcej minusów niż plusów i tylko wariat chciałby tam mieszkać na stałe. Tymczasem codziennie rano do świadania czytam Gulf News. Zazdroszczę męzowi pobytu w Dubaju i czekam na koniec czerwca bo już słyszę, jak moje ukochane miejsca mnie przywołują :) Jestem niereformowalna i sama nie wiem czego chcę. Powinnam już być stateczną żoną i matką a nadal miotam się w te i we wte. Kurcze... nawet dziecko zaczęło ostatnio przypominać sobie "domek w Dubaju":
-Mamooooo a mój rowerek to w naszym domku w Dubaju został. Może pojedziemy?
No może i kiedyś pojedziemy... obawiam się, że wraz z nadejściem zimy najdzie mnie nieodparta ochota powrotu do Dubaju, bo na razie to skutecznie odstrasza mnie pogoda więc spokojnie delektuję się Polską. Mąż mnie zabije. Koniec i kropka!