Miałam nie tęsknić tak? Miałam olać i zapomnieć, tak? No to klops! Prawdziwe klopsisko! Nie da się tak łatwo zapomnieć życia w Emiratach, które chłonęłam przez ostatnie lata. Misja "odganianie myśli" trwa u mnie już dobre dwa tygodnie. Tak sobie dumam i przypominam ten "mój Dubaj". Wertuję posty na blogu, odtwarzam w myślach obrazy, smaki i zapachy. Staram sie przemówić sama sobie do rozsądku, że przecież życie w tym kraju to więcej minusów niż plusów i tylko wariat chciałby tam mieszkać na stałe. Tymczasem codziennie rano do świadania czytam Gulf News. Zazdroszczę męzowi pobytu w Dubaju i czekam na koniec czerwca bo już słyszę, jak moje ukochane miejsca mnie przywołują :) Jestem niereformowalna i sama nie wiem czego chcę. Powinnam już być stateczną żoną i matką a nadal miotam się w te i we wte. Kurcze... nawet dziecko zaczęło ostatnio przypominać sobie "domek w Dubaju":
-Mamooooo a mój rowerek to w naszym domku w Dubaju został. Może pojedziemy?
No może i kiedyś pojedziemy... obawiam się, że wraz z nadejściem zimy najdzie mnie nieodparta ochota powrotu do Dubaju, bo na razie to skutecznie odstrasza mnie pogoda więc spokojnie delektuję się Polską. Mąż mnie zabije. Koniec i kropka!








